Śmierć mamy była dla mnie ciosem, który przewrócił cały mój świat do góry nogami. Przez trzy miesiące po jej odejściu chodziłem jak automat – wstawałem, szedłem do pracy, wracałem, jadłem byle co i kładłem się spać. Moi znajomi bali się do mnie dzwonić, bo nie wiedzieli, co powiedzieć. Ja sam nie wiedziałem, co powiedzieć. Każdy dzień był taki sam, szary, pozbawiony sensu. Aż do wieczoru, kiedy przypadkowo otworzyłem starą szufladę w jej mieszkaniu i znalazłem tam notes. Nie taki zwykły, tylko taki, w którym mama zapisywała swoje marzenia. "Pojechać nad morze", "Nauczyć się grać na pianinie", "Zobaczyć zachód słońca w górach". I ostatnia, niedokończona linijka: "Zrobić coś szalonego, zanim będzie za późno". Siedziałem z tym notesem w ręku i płakałem jak dziecko. Potem wstałem, wytarłem łzy i powiedziałem sobie, że nie mogę tak dalej żyć. Że muszę zrobić coś, co wyrwie mnie z tego letargu.
Nie wiedziałem jednak co. Nie miałem ochoty na podróże, nie miałem siły na nowe hobby. Wróciłem do swojego pustego mieszkania, usiadłem przed komputerem i zacząłem bezmyślnie przeglądać strony. I wtedy, w jednej z reklam, zobaczyłem nazwę, która wydała mi się znajoma. Kiedyś, dawno temu, mama opowiadała mi, że w młodości lubiła czasem pójść do salonu gier, postawić parę złotych na automacie. Śmiała się z tego, mówiła, że to był jej mały, grzeszny sekret. Pomyślałem, że to jakiś znak. Że może właśnie to jest to "coś szalonego", czego potrzebuję. Weszłem na stronę, obejrzałem ofertę, przeczytałem opinie. Po godzinie zdecydowałem się założyć konto. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że ten pozornie niewinny wybór, to wejście do
casino epicstar, zmieni wszystko.
Wpłaciłem dwieście złotych. Tyle, ile wydałbym na głupią kolację, której i tak nie miałem z kim zjeść. Grałem spokojnie, bez ciśnienia. Próbowałem różnych gier, od prostych po bardziej skomplikowane. W tle puściłem muzykę, którą lubiła mama – stare hity z lat osiemdziesiątych. I nagle, po godzinie takiej spokojnej gry, trafiłem coś, co nazywają bonusem. Ekran eksplodował kolorami, a kwota na koncie zaczęła rosnąć. Trzysta, pięćset, osiemset. Zatrzymało się na tysiącu dwustu złotych. Wiedziałem, że powinienem wypłacić, ale coś kazało mi zostać. Nie chciwość, nie adrenalina. Po prostu czułem, że mama gdzieś tam patrzy i uśmiecha się, że w końcu robię coś dla siebie.
Grałem dalej. I wtedy wydarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia. W jednej z gier, która miała motyw aniołów i skrzydeł, po prostu wszystko się zgrało. Symbole ułożyły się w idealną sekwencję, dźwięki przeszły w melodyjny hymn, a na ekranie pojawiła się kwota, która zaparła mi dech w piersiach. Osiemnaście tysięcy złotych. Osiemnaście. Nie mogłem oddychać, nie mogłem mówić, nie mogłem myśleć. Przez długą chwilę siedziałem w fotelu, wpatrzony w ekran, ze łzami płynącymi po policzkach. To nie były łzy radości. To była ulga, oczyszczenie, moment, w którym poczułem, że ten cały ciężar, który nosiłem przez trzy miesiące, wreszcie zaczyna opadać.
Nie zastanawiałem się długo. Kliknąłem wypłatę, a potem zamknąłem laptopa i poszedłem spać. Spałem dwanaście godzin, coś, co nie zdarzyło mi się od czasu, gdy byłem nastolatkiem. Obudziłem się rano, sprawdziłem konto – pieniądze były. Osiemnaście tysięcy złotych. Wiedziałem, co z nimi zrobię. Nie kupię samochodu, nie polecę na wakacje. Spełnię marzenie mamy. Tydzień później wynająłem małe pianino cyfrowe i zacząłem brać lekcje gry. Nie dlatego, że chciałem zostać wirtuozem. Dlatego, że mama zawsze marzyła, żeby ktoś w domu zagrał dla niej jej ulubioną piosenkę. Uczyłem się trzy miesiące, codziennie po godzinie, aż w końcu, w rocznicę jej śmierci, usiadłem przed tym pianinem i zagrałem "Imagine" Johna Lennona. Płakałem przy tym, ale to był dobry płacz.
Historia mogłaby się tu skończyć, ale to nie koniec. Pół roku później, gdy emocje już opadły, wróciłem na stronę casino epicstar. Nie po to, żeby odzyskać tamten cud, tylko po to, żeby zobaczyć, czy to wszystko w ogóle wydarzyło się naprawdę. Zalogowałem się, sprawdziłem historię transakcji. Wszystko się zgadzało. Przez chwilę myślałem, żeby wpłacić jakieś drobne, pograć dla relaksu. I zrobiłem to. Wpłaciłem pięćdziesiąt złotych, grałem godzinę, przegrałem wszystko i zamknąłem stronę z uśmiechem. Bo wiedziałem, że to nie jest już dla mnie ucieczka. To jest tylko rozrywka, taka jak każda inna.
Dziś, gdy ktoś pyta mnie, czy polecam grę w kasynie, mówię: to zależy. Jeśli szukasz sposobu na ucieczkę od problemów – nie. Jeśli myślisz, że to szybki sposób na wzbogacenie się – też nie. Ale jeśli traktujesz to jako okazjonalną przyjemność, jak kino czy dobra kolacja, i jeśli potrafisz postawić sobie twardy limit – wtedy tak. Bo moja historia pokazuje, że nawet w najciemniejszym momencie życia może pojawić się iskra. Nie zmieni ona twojego życia, ale może sprawić, że znów zaczniesz oddychać. I to jest najważniejsze. Ta iskra, dla mnie, przyszła z casino epicstar. Nie z wygranej, bo ta była tylko narzędziem. Prawdziwym darem było to, że dzięki niej w końcu zrobiłem coś dla siebie. Spełniłem marzenie mamy, choć jej już przy mnie nie było. I gdy dziś siadam do pianina, czuję, że jest gdzieś tam, w tym dźwięku, i uśmiecha się do mnie. A to jest więcej warte niż wszystkie pieniądze świata.
Czy gram dalej? Owszem, zdarza mi się. Raz na jakiś czas, wieczorem, gdy dzieciaki (bo w międzyczasie poznałem kogoś i założyłem rodzinę

już śpią, wchodzę na komputer, otwieram casino epicstar, wpłacam swoje dwadzieścia złotych i gram godzinę. Bez oczekiwań, bez presji. Czasem wygram stówkę i cieszy mnie to jak małego chłopca. Czasem przegram wszystko i wzruszam ramionami. Bo nauczyłem się, że prawdziwym skarbem nie jest to, ile wygrasz, tylko to, czy potrafisz się zatrzymać, zanim zabawa zmieni się w obsesję. Ja potrafię. I to jest moja największa wygrana. casino epicstar, casino epicstar, casino epicstar.